Wyświetl większą mapę

Wspomnień ciąg dalszy. Bułgarię przecięliśmy bez większych ekscesów. Natomiast Rumunia zaskoczyła nas pozytywnie w każdym miejscu. Począwszy od cen. Zaraz po przekroczeniu granicy Bułgarsko-Rumuńskiej zaczęliśmy się rozglądać za campingiem.
Pierwszy napotkany okazał się nieco drogi, więc trochę pomarudziliśmy, a szefowa, kiedy usłyszała, że jesteśmy z Polski od razu zgodziła się na naszą cenę. Płacimy 30pln za cały zestaw. Camping jest na plaży, ostatni raz udaje nam się zasmakować kąpieli w morzu. Miejsce godne polecenia, czyste, wzorowo prowadzone, z knajpkami na plaży, gdzie piwo kosztuje 4pln. Jest też ciepła woda i elektryczność.
Wieczorem poszliśmy po zakupy i w drodze powrotnej wstąpiliśmy na jedno piwko do baru. Tam Zgooras wykorzystał skrzętnie techniki dziadingu. Zapytał w barze czy mozna tu coś zjeść i za ile. Po tym, jak usłyszał cenę odpowiedział, że tylko piwo, bo nie mamy więcej kasy. Pogadał, pogadał i za 10 minut na naszym stole ląduje baranina z sałatą i chlebem – od firmy.
Nazajutrz wybraliśmy niestety drogę przez Constantię – to najgłupsze, co mogliśmy zrobić, bowiem jest to jeden wielki korek samochodowy, którego nie da się w żaden sposób ominąc. Niestety też, Rumuni średnio reagują na motocykle /nie zauważają ich/ i mało kto nam się odsuwa. A jak wiadomo, jesteśmy objuczeni bagażami, więc manewrowanie pomiędzy autami jest utrudnione.
Następną niespodziankę mamy na bramkach autostrady. Pomimo wyznaczenia w GPS omijania dróg płatnych nie udało się. Gdzieś po drodze wydaliśmy całą kasę na winogrona. Nie mamy przy sobie ani grosza. Okazuje się, że za autostradę nie da się płacić kartą. Trochę zblokowaliśmy okienko, na szczęśćie w pobliżu był bankomat i wszystko jakoś poszło.
Po drodze dopada nas ulewa, tak intensywna, że momentami na autostradzie stoi 5cm wody. Okazuje się też, że equipment Zgoorasa nie jest szczelny, w związku z tym Zgooras jest przemoczony do majtek w 10 minut drogi. Zatrzymujemy się przed Bukaresztem na obiad i zmianę ciuchów. Tu Rumunia znów nas zaskoczyła. okazało się, że policja autostradowa używa tu takich oto samochodów: http://autokult.pl/images/2011/01/Lotus-Evora-Police.jpg
Przecinamy Bukareszt, niestety nie mamy już ani sekundy czasu na zwiedzanie, choć pierwsze wrażenie jest raczej mizerne. Miasto szaro-bure, z jednolitą architekturą monumentarną, ulice szerokie, spory ruch, ludzie smutni, na szczęście dziewczyny bardzo ładne i jakoś łamią szarość Bukaresztu :)
Jesteśmy w miejscowości Geamana, godzinę drogi do Transfogarskiej. Robi się ciemno i burzowo, decydujemy się więc na cywilizowany nocleg. W darmowej nawigacji znajdujemy pole do paintballa wraz z miejscem noclegowym, wiemy już, że się tam dodadamy. Miejsce prowadzone przez Brytyjczyków, którzy osiedlili się tu 8 lat temu i nie zamierzają wracać do UK. Ośrodek ma wszystko, co potrzebne do szczęścia: ciepłą wodę, prysznic z masażami, śniadanie w cenie, parking na maszyny na zamkniętej posesji i oczywiście wifi. Płacimy tu 25 euro za dwie osoby wraz z śniadaniem w formie szwedzkiego stołu. Miejsce zdecydowanie godne polecenia więc linkujemy: www.romaniabedandbreakfast.eu.